Ziołowa apteczka w podróży

Jak już niejednokrotnie wspominałem zioła mogą i powinny stanowić ważny składnik naszego arsenału do walki z różnego rodzaju przypadłościami. Głównym miejscem składowania tej broni jest oczywiście domowa apteczka ziołowa, ale co w sytuacjach, gdy wybieramy się na dłuższy wyjazd, czy wycieczkę? Tu z pomocą może przyjść niezawodna Ziołowa apteczka pierwszej pomocy. Osobiście jest to mój numer 1 przy pakowaniu się na wszelkiego rodzaju wyprawy?  Co takiego może się w niej znajdować?

To oczywiście zależy od roli jaką ma spełniać, czy ma być to apteczka, w której znajdziemy tylko podstawowe pomoce przy różnego rodzaju stłuczeniach i skaleczeniach, czy też może spektrum działania ma być szersze. Ja swoją apteczkę traktuję jako arsenał broni do walki z przeróżnymi dolegliwościami mogącymi spotkać mnie podczas wyprawy. Kiedyś najcięższy kaliber stanowiły w niej leki syntetyczne, lecz w miarę upływu czasu i doskonalenia umiejętności, zamienione zostały one na preparaty ziołowe. Co ważniejsze, nawet jeśli w czasie wyprawy, któryś z preparatów się skończy, prawie nigdy nie ma problemu z odnalezieniem substytutu wśród roślin rosnących wokół nas.

W apteczce prócz plastrów, bandaża, czy koca ratunkowego, znajdziecie także preparaty pomagające przy różnego rodzaju krwawieniach, ukąszeniach, użądleniach, zadraśnięciach, stłuczeniach, oparzeniach(także słonecznych), zwichnięciach, odmrożeniach itp. itd.. Jak widzicie jest to arsenał dość bogaty, ale jednocześnie nie zajmujący wiele z cennego miejsca w plecaku.

Przechodząc jednak do rzeczy, nie wiem jak Wy, ale jak tylko pojawię się w lesie, czeka już tam na mnie cała chmara komarów, a raczej czekała, gdyż odkąd w aptecznym arsenale pojawił się odpowiedni zestaw ziołowy skutecznie je odstraszający, trzymają się z daleka. Możliwości jest tu wiele choć jeśli miałbym coś podpowiadać, to proponuję niezawodny wrotycz, lawendę i kocimiętkę (wszystkie z nich można swoją drogą stosować wcierając świeżo zebrane ziele – to doskonały przykład na udowodnienie, że napar nie jest najprostszą formą stosowania ziół). Z całej powyższej trójki najpospolitszym gatunkiem jest oczywiście wrotycz, choć możemy w stanie dzikim spotkać się i z kocimiętką. W mojej apteczce zawsze znajduje się jeśli nie olejek lub krem z powyższych ziół, to przynajmniej składniki dzięki którym mogę taki preparat przygotować dosłownie w minutę.

Jeśli chodzi o bolesne spotkania z pszczołami czy osami, to genialnie działa tu pasta z dodatkiem nalewki z korzenia jeżówki i olejku lawendowego. Jeżówka skutecznie zmniejsza reakcje przy ukąszeniu, a glinka zawarta w paście absorbuje substancję toksyczną, wyciągając zarazem żądło na powierzchnie. Lawenda natomiast skutecznie zapobiega swędzeniu i zmniejsza obrzęk. Tu już słyszę pytania, a co jeśli nie mamy takiej pasty, bądź składników do jej przyrządzenia?  Cóż, zawsze możecie użyć do tego celu roślin rosnących wokół Was. W tym wypadku przyda się babka lancetowata, niecierpek, rumianek, szałwia, werbena, podagrycznik. Zioła te nie dość, że rewelacyjnie koją ból, to także zmniejszają obrzęk i spowalniają reakcje alergiczne. Postępowanie nie jest skomplikowane. W większości przypadków wystarczy już samo nacieranie daną rośliną, choć oczywiście wygodniejsze w użyciu mogą okazać się wcześniej przygotowane pasty, kremy, czy olejki. A jak poradzić sobie w terenie? W razie potrzeby przeżuć liść babki i uzyskaną papkę nałożyć na miejsce ukąszenia. Jeszcze łatwiej skorzystamy z niecierpka. Wystarczy zerwać liść, zgnieść go i wcierać w obolałe miejsce łagodzący sok.

Czy zdarzyło się Wam kiedyś być poparzonym przez pokrzywy, lub mieć bardzo bliskie spotkanie z leśnymi mrówkami? Co ma piernik do wiatraka zapytacie? Ano i w pierwszym, jak i w drugim przypadku za parzący ból odpowiada ta sama substancja – kwas mrówkowy. W naszym arsenale znajdziemy także broń i na te przeciwności losu. Doskonale sprawdza się tutaj pasta uzyskana z połączenia sody oczyszczonej i nalewki z liści szczawiu kędzierzawego. Oczywiście także i tutaj, jeśli mamy przy sobie tylko świeże liście szczawiu, wystarczy je odpowiednio pognieść by puściły sok i wymieszać z sodą.

Co zrobić, gdy przydarzy się Wam zaciąć nożem? Jeśli jesteśmy w kuchni, wystarczy sięgnąć na półkę z przyprawami. Sproszkowana papryka cayenne szybko zatamuje krwawienie, gdy posypiemy nią ranę. Już widzę Wasze miny. A co z piekącym bólem spytacie? Wyobraźcie sobie, że w tym wypadku nic takiego nie nastąpi, będzie wręcz przeciwnie. Dzięki kapsaicynie zawartej w papryce, nie tylko szybko zatamujemy krwawienie, ale także pozbędziemy się bólu. Z tego właśnie powodu, mały pojemniczek z papryką udaje się z nami na każdą wyprawę. A co jeśli nie mamy jej pod ręką? Cóż, tu znów przychodzą nam z pomocą nasze rodzime rośliny, które spotkamy niemalże wszędzie.

Są to babka, krwawnik i rzepik – tamują one krwawienie, a także przyspieszają krzepnięcie krwi. Tu znów najłatwiej chwycić liść jednej z tych roślin, rozetrzeć go lub przeżuć i przycisnąć do krwawiącej rany. Gdy zabraknie nam plastrów idealnie nada się do tego celu cienki plasterek huby.

Podczas wędrówek czasem nie sposób obyć się także bez stłuczeń, czy zwichnięć. Z obydwoma niedogodnościami radzimy sobie za pomocą kompresu na bazie nalewki z kwitnącego ziela dziurawca z dodatkiem olejku lawendowego. Oczywiście tak jak i we wcześniejszych przypadkach, jeśli nie mamy ze sobą nalewki dobry będzie i sam dziurawiec. Zawsze możemy się także zatrzymać i przygotować odpowiedni wywar.

W swoim arsenale posiadam także spray antyseptyczny (na bazie olejków eterycznych) na wypadek skaleczeń i zadrapań. Natomiast w czasie długiej wyprawy, zwłaszcza w gorące dni, zdarzają się zawroty głowy, czy nawet omdlenia. Warto mieć wtedy przy sobie sole trzeźwiące – u mnie rozmarynowe, ale każde zioło o ostrym zapachu będzie dobre.

Nie zawsze wędrówka układa się po naszej myśli, czasami w trudnym terenie napotykamy na niesprzyjające warunki atmosferyczne, a jeśli w dodatku jest to okres zimowy, to łatwo o odmrożenia. W apteczce znajdziemy i na to sposób. Choć szczerze mówiąc, zimową wędrówkę warto rozpocząć już odpowiednio przygotowanym. Mówię o pudrze rozgrzewającym stopy. Wsypujemy szczyptę proszku do każdej ze skarpet i cieszymy się z ciepła rozchodzącego się po naszych stopach.

Dodajmy do tego sok na bazie nalewki z jagód i rumianku na biegunkę oraz nalewkę z kory wierzby w charakterze aspiryny i już. Oto cała nasza Ziołowa apteczka pierwszej pomocy.

Autor: Michał Konkel, fitoterapeuta, wolontariusz Flandrii

 

Komentowanie wyłączone.